Kulawek
Pojawił się u nas tylko na chwilę, nawet nie zdążył dostać prawdziwego imienia. Być może po prostu przyszedł tylko po to, by zaznać choć chwilę uwagi, miłości i ciepła.
Pojawiał się sporadycznie w miejscu dokarmiania kotów. Nie bywał regularnie, nie zamieszkał, nie dał się wcześniej złapać na kastrację. Wrócił ostatnio… w stanie bardzo ciężkim, wyłysiały, skulony.
Na szczęście osoba dokarmiająca koty nie czekała i zabrała go do lekarza. Potem dalej szukała pomocy wiedząc, że nie ma możliwości pomocy na dłużej. Ale nie przeszła obojętnie, zabezpieczyła, zaopiekowała.
Już wtedy wizyta lekarska i badania nie pozostawały wielu złudzeń. Pchły, wyłysienia, bardzo zły obraz płuc i serca. Zdeformowany staw skokowy zapewne po starym złamaniu.
Ale nadzieja jest zawsze, wdrożono leczenie. Dziś kocurek przyjechał do nas, miał zostać pod naszą opieką. Ale jego stan od dwóch dni tylko się pogarszał.
Był bardzo wyniszczony. Nasiliła się duszność, pojawił się płyn w płucach, żółtaczka. Jego organizm się poddał.
Zasnął zaopiekowany, utulony. W cieple, bez bólu, z godnością.
Serca nam pękają, że tylko tyle mogliśmy mu podarować. 💔